IPN dozuje szczątkowe informacje na temat przejętych akt z „archiwum Kiszczaka”. Wczoraj pojawiła się informacja o dokumencie z podpisem „Lech Wałęsa” oznaczającym zgodę na współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Specjaliści z Instytutu potwierdzili autentyczność. Tak błyskawicznie, że aż porażająco. Dziś kolejne rewelacje: w archiwum były dokumenty z podpisem „Bolek” m.in. o otrzymaniu wynagrodzenia. Oczywiście też namaszczone jako „autentyczne”. No i zdjęcia…
Im więcej takich szczątkowych informacji, tym więcej spekulacji: o co naprawdę chodzi? Wymienione dokumenty wydają się być znane z kopii, na podstawie których Sławomir Cenckiewicz tworzył swoje antywałęsowe publikacje. Zatem nie jest to nowa informacja, ani informacja obalająca mit solidarnościowego przywódcy, czy zapewniająca wyłączność naprawdę antywałęsowemu ideologowi kaczystów. Sam Cenckiewicz nie jest obecnie pracownikiem IPN i nie uczestniczy w przejęciu archiwum Kiszczaka. Więc skąd i po co w tej chwili takie zdecydowane działanie Instytutu?
Działaniami IPN kieruje Łukasz Kamiński – niezwiązany z nurtem kaczystowskim historyk z Wrocławia – który w 2011 w sejmowym głosowaniu dot. objęcia prezesury uzyskał poparcie prawie wszystkich opcji za wyjątkiem SLD. I właśnie dlatego tak zdecydowane działania, przy wcześniejszym ostrożnym traktowaniu samego Kiszczaka, a potem jego wdowy, wzbudzają największe kontrowersje i każą upatrywać zwodniczego celu w ujawnieniu akt TW Bolka.
Akcja odzyskania „archiwum Kiszczaka” wydaje się misternie wyreżyserowaną grą służb lub interesów związanych z Kiszczakiem, w którą włączono bezwzględną walkę wewnątrz IPN o przychylność obecnie rządzących, a podchwyconą chętnie przez kaczystów, którzy zwęszyli możliwość dalszego ugruntowania swojej władzy we wszystkich aspektach, na zasadzie: „i kto ma rację?”. Zachowanie wdowy można zrzucić na karb wieku (82 lata) i słabej orientacji w rzeczywistości, ale trudno uwierzyć w przypadek albo zwykłe starcze nieogarnięcie. Więc należy zadać pytanie, komu zależało, aby te a nie inne teczki można było w czasie przeszukania odnaleźć?
W tę grę wpleciono wszystkie zainteresowane strony: pracowników IPN i kaczystów z założenia nastawionych antagonistycznie do Wałęsy, przy ukrytej roli popleczników Kiszczakowej.
Maria Kiszczak wysłała kilkanaście dni temu pismo do IPN z prośbą o spotkanie z prezesem. Podkreślam – kilkanaście. Ten długi czas główny historyczny śledczy – prezes IPN – każe czekać byłej żonie komunistycznego dygnitarza, który za życia przechwalał się, że ma w domu teczki na wiele osób w państwie. Mniej więcej w tym samym czasie Lech Wałęsa proponuje IPN-owi debatę na temat TW Bolka. Zbieżność tych dwóch inicjatyw przypadkowa? Nie wydaje się. Przeciwnie, obie te inicjatywy mogły być zainspirowane dokumentami, które wdowa chciała przekazać lub skierować na nie zainteresowanie – tylko pytanie komu, kiedy lub w jakiej części? I dla odwrócenia uwagi od czego?
Prezes IPN nie powiązał faktów pisma wdowy z propozycją Wałęsy i dopiero po kilkunastu dniach spotkał się z panią Kiszczak. Dlaczego? Czy przeszkadzały mu wewnątrz IPN-owe układy?
Sytuacja jest kuriozalna, bowiem w IPN zachodzą tarcia. Prezes IPN nie jest panem sytuacji, np. nie ma najmniejszej władzy nad prokuratorami Głównej Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, czyli nad pionem śledczym. Taką sytuację ugruntowała nowelizacja ustawy o prokuraturze, wprowadzona w 2010 roku przez PO. Ustawa ta pozbawiła go wszelkich kompetencji w pionie prokuratorskim. Wobec swoich podwładnych Łukasz Kamiński nie ma do końca wpływu na to co się w IPNie dzieje. Czy zatem jego decyzje dot. wejścia do domów Kiszczaka są jego decyzjami? Czy też próbą utrzymania władzy lub pracy w Instytucie, w którym większą sprawność operacyjną wydaje się mieć prokurator Dariusz Gabrel – szef pionu śledczego – powołany na to stanowisko jeszcze przez Jarosława Kaczyńskiego…
Gdyby nie kilkanaście dni zwłoki (niektórzy twierdzą, iż zwłoki sięgającej zgonu generała) uznałbym sytuację za klarowną. Jednak te kilkanaście dni dało stronom – zainteresowanym sprawą dużo czasu do działania: Wałęsie, Kamińskiemu i kaczystom w pionie śledczym. A obecne show daje „interesom związanym z Kiszczakiem” spokój i odwrócenie uwagi od ich spraw.
Od wczoraj mamy show polegające na:
– przejmowaniu dokumentów, które (przynajmniej w ujawnionej części) były znane,
– oskarżaniu wdowy o próbę nielegalnej sprzedaży archiwum męża, a kiedy oskarżenie to zostało skontrowane (urzędnicy państwowi mieli chcieć te dokumenty kupić), dzisiejszy przekaż został wzmocniony treścią, iż wdowie były potrzebne pieniądze „na Ukrainkę”; ciekaw jestem, czy IPN ma zapis rozmowy lub podpisany obustronny protokół?,
– dozowaniu informacji (m.in. ciekawostki, iż Kiszczak miał zamiar przekazać te dokumenty do IPN już w 1996r.) z jednoczesną szokująco błyskawicznym potwierdzeniem autentyczności.
Show i cała uwaga kaczystów została skierowana na historię Bolka, a nikt nie pyta, co jeszcze mógł mieć Kiszczak. Dlaczego?
Jedno natomiast jest pewne: bez względu jakie znaczenie mają obecnie dokumenty z archiwum Kiszczaka i komu służy to przedstawienie, kaczyści odgrzewają stary temat, aby pokazać społeczeństwu, że to oni mieli rację i w ten sposób legitymizować swoją władzę.